Strona główna Przewodnik po stronie Rejestracja i logowanie Nasza społeczność Terminarz Muskie.pl Pliki do zaladowania Noty prawne Pytania i odpowiedzi Wyszukaj w muskie.pl Adresy, nazwiska, kontakt
 
Wędkarstwo Podysdkutuj o wędkarstwie Galeria Fotograficzna dla wędkarzy Wędkarskie pamiętniki Sklep wędkarski Muskie Internet wędkarski
 
 
Rady dla nowicjuszy Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe
Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe
Ryby spokojnego żeru Ryby drapieżne Ryby krainy pstrąga
Przewodnik po łowiskach Porady taktyczne Fortele i tricki
Warszatat wędkarski Przynęty narozmaitsze Sprzęt i wyposażenie
Wędkarskie reportaże Publicystyka wędkarska Nasze próby literackie
Najnowsze informacje Impresy wędkarskie Strony reklamowe w Muskie.Pl
 
Nie zmarznąć na śmierć Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Autor: Jacek Jóźwiak   
O tym, co zrobić, aby podlodowe łowienie nie zmieniło się w koszmar? O ubraniu, ocieplaczach oraz o podlodowym stanowisku. O dodatkowycm wyposażeniu ułatwiającym życie. Celem jest jedno - ma być lekko, ciepło, miło. Wówczas i ryby się znajdą. Łowienie pod lodem

Jedni łowią błystkami, inni na mormyszkę. Kilkadziesiąt rodzajów kiwaków, kilkaset blaszeczek. Sprzęt najrozmaitszy, zwykłe patyczki z drucianymi motowidłami, zgrabne węduszki z tworzyw sztucznych, kopie ABU Pimpela i autentyczne "skandynawy". Łeb puchnie od bogactwa form i kolorów. I od ryb - przy każdej dziurze stos.

Płocie, okonie, krąpie i półkilowe leszcze. Tu i ówdzie sandacz czy szczupak, kupka jazi, klonek. Jakiś wędkarz klnie z radości - wstrzelił się w zimowisko jazgarzy. Tu się nimi nie gardzi, tu się je kocha. Pokocha je każdy, kto skosztuje bulionu z tych kolczastych rybek. Złaziłem już nogi, zalew nie ma końca. W tydzień nie obejdziesz. Zimno gryzie w palce u nóg, szczypie w twarz, mości się kapotą. Telepie. Ale ciekawość pcha mnie od stanowiska do stanowiska. Podglądam, pytam. Tu nikt nie tai niczego, przeciwnie, trwa swoista giełda: patrz, mój kiwok lepszy, moja mormyszka łowniejsza, mój świder ostrzejszy...

Coraz zimniej w stopy. Zaczynam przytupywać. Dostrzega to któryś z Ukraińców. Wymyśla mi od głupków, wyjmuje wielki termos i poi podłą, ale gorącą herbatą. Zdejmuje z sanek jakieś pudło i wyciąga z niego niemiecki grill. Sypie doń węgla drzewnego, kropi olejem, rozpala. Każe mi zdjąć buty, uwalić się na lodzie i wygrzać skarpety nad rożnem. Potem wpuszcza ciepło do moich traperek. Rozkosz.

Gadamy. O rybach i przynętach. O wędkach, pudełkach, kołowrotkach. 0 Polsce i o Ukrainie. O ludziach nad wodą.

- Dziennikarz? - Cieszy się Wołodymyr Uchynia. - O łowieniu piszesz? I dobrze, o łowieniu warto pisać. O rybach pod lodem szczególnie. To temat piękny jak powietrze. Ale jak ty książkę o lodzie napiszesz, skoro nie z tej strony zaczynasz? Ty nie patrz na mormyszki i kiwaki, nie podglądaj blach i żyłek. Ty na ubranie spójrz, na wygodne siedzenie i ciepłe buty. Od tego zaczyna się wędkarski sprzęt, wędkarski fart i przyjemność.

Choćbyś setki dolarów na wędki wydał, choćbyś ryb na pierwszej wyprawie i cetnar złowił, to jeśli ci zimno będzie i niewygodnie, wędkarzem podlodowym nie zostaniesz.

Z tą tyradą Wołodymyra w pamięci trwałem przez kilka lat. Kiedy w październiku pustoszało nad wodą, wracały do mnie wspomnienia spod Kijowa. To właśnie tam ujrzałem po raz pierwszy zachodnie ocieplacze z wyrafinowanych tworzyw, neoprenowe pianki narciarskie i alpinistyczne, namioty, pod którymi siedzieli pojedyńczo i dwójkami wygodniccy wędkarze...

SEZON NA CIEPŁO

Sezon wędkarski w Polsce dlatego jest tak krótki, że mało kto podchodzi poważnie do sprawy stroju i do akcesoriów zapewniających komfort na łowisku. Te wszystkie kamizelki, czapki, namioty, siedziska, kombinezony, parasole ogółowi wędkarzy do dzisiejszego dnia wydają się fanaberiami. Polski wędkarz - wystarczy się przejść nad rzekę czy jezioro - jawi się jak ostatni lump. Najgorsze, znoszone ciuchy, kuse kurteczki, robocze drelichy i kufajki. Często niewyobrażalnie brudne. Pod siedzeniem kawałek tektury, szmata, gąbka. Na grzbiecie przeciwdeszczowa cerata czy fioliowy worek...

Wędkarska moda wchodzi na rynek opornie. Ale o kamizelki z tysiącem kieszeni już pytamy, na jeziorach pojawiają się nad łódkami wielkie parasole. Zobaczymy jak będzie zimą na lodzie.

Zimowe wędkowanie tak naprawdę zaczyna się od myślenia o ciuchach. I właśnie odzież stanowi najpoważniejszy wydatek podlodowego wędkarza. Niekoniecznie trzeba nabywać kombinezony renomowanych firm, te wszystkie goratexy, hottextile, neopreny. Czasem wystarczy uzupełnić swoją szafę o kilka elementów - kosmaty sweter, czapkę "terrorystkę", włochate kalesony - by wykluczyć dygotanie na łowisku. Wszyscy, którzy na lodzie zamierzają spędzać długie godziny, powinni rozejrzeć się za ubraniem zapewniającym dwie rzeczy - poczucie ciepła i swobody. Dysponujący sporą gotówką i lubiący lekki szpan mogą zamówić w renomowanych i operatywnych sklepach właściwie każdą pozycję katalogową.

Niemal wszystkie przodujące firmy wędkarskie oferują sporą gamę ocieplaczy, kurtek, kombinezonów przeznaczonych na chłodne pory roku. Większość z nich wykorzystuje kosmiczne technologie - włókna termoizolujące nazywają się rozmaicie, mają jednak wspólne cechy: przepuszczają ciepło w jedną stronę (od ciała), zapobiegają zapoceniu, są bardzo lekkie, zadziwiająco cienkie. Niestety, są też bardzo drogie.

O ich zaletach pierwsi dowiedzieli się himalaiści. Tam, na wysokości kilku tysięcy metrów, ciepło i wygoda czasami decydują o ludzkim życiu. Podczas uprawiania wędkarskiego hobby natomiast zapewniają pełny komfort. I budzą autentyczną zawiść facetów w ciężkich kożuchach, w pięciu swetrach i w pół tuzinie ciepłych gaci. Jak trudno poruszać się w odzieży ważącej czasami kilkanaście kilogramów, wie każdy, kto na lód wybierał się, wyciągając z szafy wszystkie zapasy.

Tymczasem wystarczy pomyśleć...

W uprzywilejowanej sytuacji są narciarze. Każdy dobrej klasy kombinezon, łącznie z tymi piankowymi, nadaje się na lód. Jeśli pamiętać się będzie o tym, że nad dziurą nie wykonuje się tych wszystkich christiań i telemarków. Ałe zwykła ocieplana kurtka włożona na kombinezon albo góralski, wełniany sweter pod nim zastąpią fizyczne ewolucje. Inna sprawa, że kolegom po kiju może wydać się nieprzyzwoitością świecenie na wędkarskim łowisku tymi tysięcznymi fluorescencyjnymi kolorami. Narciarstwo to feeria barw, wędkarstwo niekoniecznie. Ale i z tym poradzić sobie można, odwiedzając sklep z artykułami myśliwskimi i przykrywając "fluokapotę" zieloną peleryną.

Właśnie, łowiectwo. To ten sam rodzaj szajby, więc "obie pasje przenikają się wzajemnie. Ci, których nie stać na "kosmiczne" ocieplacze, mogą zaopatrzyć się w kompletny strój w sklepach dla myśliwych.

WŁOCHY POD KOSZULĄ

Dobór zaczynamy od spodu, od bielizny. A więc ciepłe, bawełniane reformy. Potem podkoszulek z długimi rękawami i obfite kalesony. Także z naturalnego włókna, niezbyt opięte, ale i nie obwisłe. Najlepsze są te, które od strony ciała są nieco kosmate.

Skarpety to sprawa skomplikowana - bo choć we wszystkich poradniach preferuje się naturalne włókna, to ci, którzy poradnictwem się przejęli, rozczarowali się strasznie. Bawełniane i wełniane skarpety niszczą się bardzo szybko. Dlatego wybierajmy raczej te z 30 procentową domieszką syntetyków. Na lód potrzebne będą dwie pary - na bosą stopę podkolanówki, na nie krótsze, bardzo grube i włochate skarpety.

Koszula koniecznie flanelowa, dość obszerna, z kołnierzykiem o numer większym od używanego na codzień. Z powodzeniem może ją zastąpić bluza bajowa z bawełny - gładka na zewnątrz, kosmata wewnątrz. Sweter, koniecznie wełniany, dziergany dość gęsto. Doskonałe są te podhalańskie, jednak nie tandeta przeznaczona dla turystów, a tzw. goprówki o "ścisłym" ściegu, rozczesywane po obu stronach. Świetne są także klasyczne szetlandy z wypukło-wklęsłym wzorem, skosmacone od strony zewnętrznej...

Ta kosmatość i włochatość zimą ma szczególne znaczenie, stąd przy omawianiu każdego elementu stroju wyraźne podkreślenie. Nikt nie wymyślił doskonalszego stroju od eskimoskiego anoraku z futer zwierzęcych - pierwsza warstwa ubrania ludzi północy to delikatnie wyprawione skórki najszlachetniejszych zwierząt futerkowych-lisów, soboli - odwróconych włosiem na zewnątrz. Druga warstwa, to skóra renów czy karibu - włosiem do środka. Dwie warstwy podszytych puchem futer tworzą grubą, zbitą, niemal nieruchomą poduszkę powietrzną idealnie izolującą od arktycznego powietrza. Dokładnie na tej samej zasadzie skonstruowane są kombinezony himalaistów z "kosmicznych" włókien. Jednak znawcy przedmiotu twierdzą, iż natury nie da się podrobić i serdak czy kamizelka z podbitej włosiem skóry zwierzęcej jest najlepsza. Taką opinię wyrażają wszyscy moi koledzy z Rosji i Ukrainy.

Są także zwolennikami ubierania się "na cebulkę", czyli kolejno: podkoszulek, koszula lub blezer, sweter lub serdak i dopiero na to ocieplana kurtka. Ubieranie się "na cebulkę" nie oznacza jednak bezmyślnego wkładania na siebie kolejnych sztuk odzieży. Wszak nawet warzywo ma porowate warstwy izolujące. Dla wędkarza podlodowego to właśnie owe kosmatości, włochatości.

A więc od pasa w górę jesteśmy już odziani. Na nogi, a właściwie na gatki i kalesony koniecznie trzeba założyć ocieplane spodnie. Można je kupić w sklepie myśliwskim, sportowym i w niektórych wędkarskich. Bez nich łowienie pod lodem zamienić się może w męczarnię. I zgonić z łowiska raz na zawsze.

WALONKI ERY KOSMICZNEJ

Raz na zawsze spędzić z lodu mogą także zmarznięte stopy. Właśnie przemrożone lub przemoczone nogi są najczęstszą przyczyną przeziębień, chorób.

Rosjanie powiadają: - Chroń płuca, włóż walonki! Wiedzą, o czym mówią. Potrafią przecież siedzieć nad dziura w lodzie podczas trzydziestostopniowych mrozów. Muszą więc o ubraniu i obuwiu wiedzieć wszystko.

Po walonki znów do myśliwskiego sklepu. Klasyczne wykonane są z grubej świńskiej skóry specjalnie impregnowanej, wodoodpornej. Wewnątrz wyściełane są grubą warstwą filcu. Luksusowe modele dodatkowo mają wkładki ze sztucznego kożuszka. Walonki posiadają jednak poważną wadę - są piekielnie ciężkie i nie nadają się do zbyt długich marszów. Rosjanie dają sobie z tym problemem radę, zakładając je dopiero na łowisku. Ale noszenie ciężkich buciorów też nie należy do przyjemności. Trzeba więc pomyśleć o obuwiu, które będzie lekkie, ciepłe i jeszcze na dodatek wodoodporne. Są takie w sprzedaży. Niestety, nie produkuje się ich w Polsce.

Buty tego typu oparte są na kosmicznych technologiach. Całe szczęście, zdarzają się naprawdę zgrabne i eleganckie, w których można wejść nawet na salony, tak że wydatek wędkarski wykorzystać będzie można w dni powszednie.

Dobre buty to wszystkie ocieplane modele zachodnie typu mountain, survival, alpen, hunter i igloo. Niestety, jest to wydatek rzędu od 150 zł w górę. Nie oznacza to, iż nie można na lód wybrać się w tańszym obuwiu. Do przyjęcia są podbite sztucznym miśkiem kozaczki, trzeba jednak stosować w nich grube filcowe wkładki, które zresztą przydają się w każdych zimowych butach. Te na lód wymagają jednak wkładki szczególnie grubej - można skleić butaprenem lub klejem silikonowym pienistym kilka wkładek cieńszych. Warto więc kupić buty o numer, półtora większe. Pozwoli to na - znów powołam się na Rosjan - korzystanie z flanelowych onuc. Podobno żadne skarpety nie zastąpią tychże.

Wodoodporność docenia się podczas każdej odwilży. Tak się jakoś składa, że ryby upodobały sobie szczególnie okresy ocieplenia i żerują podczas nich nieprzytomnie. Przemoczone buty to pewna choroba. Na nic zdadzą się zalecane przez najstarszych wędkarzy impregnacje w glicerynie, gotowanie w oleju maszynowym. Jeśli buty nie są wodoodporne fabrycznie, lepiej na czas odwilży zaopatrzyć się w zwykłe gumofilce i dobre onucki. Niezłym, choć bardzo alarmowym sposobem jest założenie na zwyczajne buty ochraniaczy z kilku foliowych reklamówek.

- Lepiej głupio, byle sucho! - Znów powołam się na wschodnie porzekadło.

OD STÓP DO GŁÓW

Do sprawy butów natychmiast należy dołączyć podkładkę pod nogi. Żaden rasowy wędkarz nie kładzie najgrubszych nawet podeszw bezpośrednio na lodzie. Łowiący na jeziorach wycinają suche trzciny i kładą przed dziurą dywanik, na którym opierają stopy. Kilka suchych gałęzi, jakaś deska, kawałek tektury, cokolwiek, byle na lodzie. Ja sam do mojego kosza przytraczam pół zwyczajnej słomianki albo kawałek wyświechtanego chodnika. To daje bardzo dużo.

Czapka, szalik, rękawice to koniec zimowej mody. I znów odezwie się mój prowschodni sentyment - nie ma jak uszanka. Najlepiej futrzana, z lisa, z królika, z barana. Z długim i miękkim włosem. Ale niezłe są takie różnego rodzaju kominiarki, wełniane pilotki czy grube narciarskie czapy z pomponem.

Rękawice najlepiej wełniane, niedrogie. Dobrze, jeśli będą miały przecięcia pozwalające na wysunięcie członów palca wskazującego i kciuka. Dobrze też mieć ze sobą drugą parę, na zmianę. Zmoczenie rękawic jest nieuniknione, jeśli będą brania. W mroźne dni na rękawice pięciopalczaste dobrze jest założyć podbite futerkiem "paluszatki". Szalik kosmaty i długi, pozwalający podczas chłodu zawinąć dół twarzy.

I to już koniec stroju, choć nie koniec wygody. Kolejną podstawą jest porządne siedzisko. Czasem aż żal patrzeć na mękę kolegów, którzy na lód zabierają składane stołeczki. Gibają się na nich z kolanami przy uszach i marzną, sami nie wiedząc dlaczego. Tymczasem w zbyt niskiej pozycji krew nie przepływa swobodnie. To, co latem jawi się kłopotliwym ścierpnięciem, zdrętwieniami, zimą objawia się dotkliwym marznięciem.

 
ŻYCIE W KOSZU
Siedzieć trzeba wysoko, niczym na krześle, tak by nogi ugięte były w kolanach pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. Producenci mebli uważają, iż wysokość 4 cm zapewnia komfort siedzenia 99 proc. ludzkości. Najwygodniejsze, najbardziej praktyczne są podczas zimowych wypraw wędkarskie kosze, których całą gamę oferuje rynek. Nie radzę nabywać metalowych - dlaczego, wie każdy, kto choć raz na mrozie złapał się poręczy czy chwycił za klamkę.
W wędkarski kosz warto się zaopatrzyć przed podlodowym sezonem. To także spory wydatek, ale przecież można z niego korzystać przez cały rok. Ułatwione życie mają wszyscy majsterkowicze - do własnoręcznie wykonanych koszy lub do tych kupionych w sklepie umieją dokręcić płozy, domontować pasy pozwalające nosić je niczym plecak. Przekształca to niewygodne, kanciaste urządzenie w komfortowy kombajn o wielorakim przeznaczeniu. Pod warunkiem, że podczas zakupów pozostałego wyposażenia pamięta się rozmiary kosza. To pod nie nabywa się duży termos, bez którego nie ma sensu wychodzić na lód, pod nie dobiera się wielkość kołowrotków, długość wędek i drobnego osprzętu.
Rasowy podlodowiec wszystko poza świdrem lub pierzchnią mieści w koszu albo do niego przytracza.
Można przyjąć, że kompletne wyposażenie wędkarza podlodowego składa się z następujących elementów:
  • kosz lub plecak wędkarski z siedziskiem
  • świder lub pierzchnia
  • termos
  • pudełko kanapkowe
  • łyżka cedzakowa do oczyszczania otworu z lodu
  • wędzisko mormyszkowe z osprzętem
  • wędzisko spławikowe z osprzętem
  • wędzisko do przynęt pląsających z osprzętem
  • elektryczny lub katalityczny ogrzewacz do dłoni
  • podkładka pod stopy
  • ręczniczek
  • krem do twarzy i rąk
  • okulary przeciwsłoneczne
  • drobny sprzęt pomocniczy, scyzoryk, szczypce chirurgiczne, obcinacz do paznokci, itp.
  • LINKA BEZPIECZEŃSTWA

O tej ostatniej pamiętają wszyscy, którzy choć raz zobaczyli, jak pęka lód. Nie wszyscy przeżyli taki wypadek. Tymczasem, nawet podczas silnych i długotrwałych mrozów, lód zawsze jest niebezpieczny. W jeziorach częste są tzw. oparzeliska, miejsca, gdzie z dna biją ciepłe źródła lub występuje kumulacja procesów gnilnych. Lód na akwenie może mieć kilkadziesiąt centymetrów grubości, na oparzelisku zaledwie kilka. Niebezpieczne bywają także strefy tzw. lodu pienistego, lodu, który uwięził pęcherzyki gazu błotnego.
Niepewny jest także każdy lód, który nie osiągnął grubości 10 cm, szczególnie zaś ten, który tworzył się po spadnięciu nagłych, bardzo silnych mrozów. Bywa on, co prawda spójny, lity, ale na skutek różnicy temperatur między wodą i powietrzem, zdarzają się w nim groźne pęknięcia i strefy pokruszeń, które zespalają się dopiero po kilku dniach trwania niskich temperatur.
Na rzekach natomiast zawsze występują lodowe cienizny nurtowe. I to w zgoła nieoczekiwanych miejscach. Prąd pod lodem potrafi zmienić się z dnia na dzień- stosy zmarzniętego grysu, obłamki kry czopują często przepływ i kierują nurt w nieprzewidywalnym kierunku. Woda topi dolne warstwy lodu; wystarczy stąpnąć, i nieszczęście gotowe.
Przed wymienionymi wyżej niespodziankami chroni linka bezpieczeństwa. Jest to mocny, dość cienki i elastyczny sznur o długości I5-25 m, który ciągnie się za wędkarzem po powierzchni lodu. Jeden jego koniec przytroczony jest do pasa, drugi obciążony - np. gruntowym ciężarkiem, podłużną deseczką, kijem. Czymkolwiek. W razie załamania lodu umożliwi to kolegom chwycenie wolnego końca linki i pomoc w wygramoleniu się pechowca z przerębla.
Ja sam, a takie większość moich przyjaciół, nie wyobrażamy sobie samotnych zimowych wypraw. A jeśli już, to tylko na zbiorniki odwiedzane masowo przez innych. Wędkarstwo jest jednak nałogiem - więc jeśli zdarzy się solowa eskapada, należy pomyśleć o własnym bezpieczeństwie. Na pierwszym i ostatnim lodzie samotnik powinien używać pierzchni, nie świdra. Służy ona nie tylko do wykuwania 10 otworów, ale też do ostukiwania lodu - jeśli go przebije, natychmiast należy wycofać się z zagrożonego miejsca. Podczas odwrotu nie należy podnosić nóg, przesuwamy je po powierzchni, tak by przez cały czas nasz ciężar był rozłożony. Rozsądne jest takie noszenie ze sobą kilkumetrowej tyczki - w razie nieszczęścia można ją wesprzeć na brzegach przerębla i wyczołgać się na lity lód.
Linką bezpieczeństwa może być zwyczajny, pleciony sznur do bielizny, linka alpnistyczna czy żeglarska. Najbardziej praktyczne są jednak automatyczne, samozwijające się i samoblokujące smycze do wyprowadzania na spacer niesfornych psów.

 Koniec tekstu!
 
Teksty Jacka Jóźwiaka za zgodą autora..
Copyright Muskie.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.